TAJLANDIA

Jazda na słoniu – brutalna „atrakcja” turystyczna w Azji Południowo Wschodniej

Jedna z najpopularniejszych „atrakcji” turystycznych w Tajlandii, Kambodży czy Indonezji. Dlaczego nie warto z niej korzystać i dlaczego warto o tym mówić – tego wszystkiego dowiesz się z poniższego wpisu.

Urocza pamiątka z Azji…

Egzotyczna Tajlandia – uroczy mały słoń prowadzony przez opiekuna na łańcuchu chętnie pozujący do zdjęcia z ludźmi. Nieopodal w pięknym koszu na grzbiecie słonia jadą uśmiechnięci turyści, szczęśliwi robią sobie zdjęcia – toż to przejażdżka na słoniu to istna frajda!
W tym samym czasie opiekunowie słoni tak usłużnych turystom popędzają je wbijając metalowy hak w ich głowę czy uszy… Dlaczego? Dlatego aby był posłuszny i robił to co do niego należy. Czy go to boli? Oczywiście! Przecież słoń wcale nie jest taki “gruboskórny” jak niektórzy sądzą.  

Okazuje się, że nie taka atrakcja fantastyczna jak ją malują w przewodnikach (między innymi Berlitz). Na kolorowych broszurach lokalnych biur podróży w Tajlandii, Kambodży czy na Sri Lance. Na forach internetowych gdzie podróżnicy polecają sobie “wspaniałe atrakcje z których trzeba skorzystać” i wciąż niektórych blogach podróżniczych (o zgrozo!).

Ciche cierpienie słoni i wykorzystywanie ich przez ludzi

Słonie nie są stworzone do usługiwania ludziom. Do pracy przy wycince lasów i transportowania drewna. Nie są stworzone do noszenia jakiegokolwiek ciężaru na swoich plecach. Przede wszystkim budowa ich kręgosłupa na to nie pozwala. Wożenie ciężaru na plecach bardzo obciąża kręgosłup słonia, a tym samym prowadzi do zwyrodnień stawów i powolnego kalectwa. Wykonując takie czynności cierpią.

Niestety nie przeszkadza to ludziom z brakiem jakiejkolwiek empatii i chęci wzbogacenia się. Ludzie wykorzystują te zwierzęta do celów turystycznych przede wszystkim po to aby zarobić. Aczkolwiek wykorzystywano zwierzęta od zawsze, więc dlaczego miałoby to być złe? 

Metalowy hak – symbol „władzy” człowieka

Z pewnością już sam fakt, że słoń traktowany jest metalowym hakiem, jego głowa jest podziurawiona, a uszy poszarpane powinien nam dać do myślenia.
Słoń nie rodzi się przecież z umiejętnością wożenia ludzi na swoim grzbiecie. Nie umie od urodzenia malować obrazów trąbą, wykonywać sztuczek, chodzić idealnie po okręgu. Skąd więc nabywa te umiejętności? To proste i zarazem bardzo brutalne – z tortur i makabrycznej tresury.

Pierwszy etap tresury – “łamanie ducha” czyli “phajaan”

Małe słoniątka są odbierane matkom, a następnie zamykane w małych skrzyniach lub ciasnych klatkach. Tak małych, że nie mają tam możliwości ruchu. Przez kolejne kilka tygodniu, a nawet miesięcy są głodzone. Maluchy nie dostają wody, są bite, torturowane, szarpane, przypalane. Oprawcy celują hakiem w ich najczulsze punkty na ciele – uszy, trąbę, głowę. Wbijają gwoździe w ich stopy. Mały, bezbronny i cierpiący katusze słoń po takich torturach (zwanych przez oprawców “oswajaniem”) bardzo łatwo się poddaje. Jego opór maleje. Wreszcie po poddaniu się słoń nie stawia żadnego oporu. Jego dusza została złamana, a zwierzę jest zrezygnowane. I wtedy nagle słoń widzi światełko w tunelu, przychodzi jego “wybawienie”.

Jak wygląda taka tresura zwana „oswajaniem” można zobaczyć na tym filmie. Ostrzegam że to nic przyjemnego a obraz pozostanie w Twojej głowie na długo.

Drugi etap tresury – wybawiciel czyli “mahout”

W tym podłym dla słonia czasie pojawia się zupełnie nowa osoba, która “ratuje” go z rąk oprawców. Słoniątko traktuje go jak wybawiciela i przyjaciela. Przede wszystkim zaczyna mu bezgranicznie ufać. Przecież to właśnie on go uratował!
Czy może go spotkać coś gorszego? Wydaje się, że nie ale niestety ten etap właśnie się zaczyna. 

„Atrakcja turystyczna”

Przede wszystkim „ocalony” słoń musi zacząć zarabiać na siebie i swojego wybawcę. Przecież właśnie po to został wyszkolony. Zaczyna więc pracę jako “atrakcja” turystyczna. Stoi przywiązany łańcuchem do metalowego słupka w pełnym słońcu. Bez wody, bez jedzenia i “pozuje” do zdjęć z turystami. Na jego grzbiecie “opiekun” (bardziej słuszne jest tu słowo oprawca) montuje drewniany lub metalowy kosz i poszukuje turystów, którzy chętni są na przejażdżkę.
A chętnych niestety nie brakuje.

Mądry Polak po szkodzie…

My niestety także skorzystaliśmy z takiej przejażdżki w 2013 roku i do dnia dzisiejszego plujemy sobie w brodę, że byliśmy tak bezmyślni 🙁 Podczas naszej pierwszej podróży do Azji skorzystaliśmy z tego typu “atrakcji” w Tajlandii w mieście Ayutthaya. Głupio nam do dziś. Wtedy nie wiedzieliśmy co się za tym kryje. Przecież wszyscy zachęcali, pisali jakie to super przeżycie i konieczne “must do” w Tajlandii. Nikt słowem nigdzie nie napomknął (a przynajmniej my nic takiego nie znaleźliśmy, że to jest złe). Dziś jesteśmy mądrzejsi i bogatsi o tą wiedzę, dlatego też ją szerzymy i uświadamiamy ludzi w tym temacie. Tym samym mamy nadzieję, że kolejne osoby wybierające się do Azji Południowo Wschodniej nie popełnią tego samego błędu.

Tajlandia – sanktuaria dla słoni, czy oby na pewno są etyczne?

Alternatywą dla przejażdżki na słoniu jest wizyta w sanktuariach.
Od kilku lat powstają ośrodki ratowania słoni. Inicjatywa jest oczywiście wspaniała, niestety i w takich przypadkach pieniądz potrafi przesłonić ludziom oczy. Słonie które trafiają do takich miejsc przeszły wiele. O wiele za dużo, a ich cierpienia nie sposób opisać słowami. 

Nie każdy ośrodek dla słoni jest w porządku, tak samo jak nie każdy jest zły. Są niestety miejsca gdzie pomimo wybawienia tych zwierząt i wykupienia ich z cyrków, parków rozrywki, farm, od lokalnych “opiekunów” wciąż oferowane są przejażdżki dla turystów. Jak to w ogóle brzmi? Przejażdżki na słoniu w ośrodku ratowania słoni – niedorzeczne!
W dalszym ciągu w takich ośrodkach praktykowane są kąpiele ze słoniami. Niestety jest to zorganizowane tylko i wyłącznie ku uciesze turystów. W praktyce słonie nie lubią kąpieli z ludźmi. Nie mają ochoty aby ktokolwiek ich dotykał. Owszem lubią schłodzić się w rzece czy basenie, ale tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie lub zupełnie samotnie.

W okolicy Chiang Mai są sanktuariagdzie słonie zmuszane są kilka razy dziennie do kąpieli z turystami. W razie nieposłuszeństwa i chęci wyjścia z wody są tam ponownie zaganiane. Taka sytuacja miała miejsce w styczniu 2019 roku w ośrodku sąsiadującym z Elephant Nature Park w Chiang Mai o czym opowiedziała mi moja znajoma odwiedzająca ośrodek. 

Tajlandia – historie słoni z Elephant Nature Park

M – znajoma która zdecydowała się na odwiedzenie Elephant Nature Park wspomniała przez łzy o słoniach, które są podopiecznymi tego ośrodka. Ciężko mi było o tym słuchać, a co dopiero to zobaczyć.

Wpalone oczy, problemy z chodzeniem, złamana psychika…

Otóż w ośrodku żyje słonica która ma wypalone oczy 🙁 Nie chciała poddać się tresurze w cyrku, więc jej oprawcy najpierw za karę i brak posłuszeństwa wypalili jej jedno oko. Kiedy słonica wciąż nie chciała wykonywać sztuczek i chodzić posłusznie po okręgu wypalili jej drugie oko. Ciężko oprawców nazwać ludźmi, bo w moim odczuciu są to zwykłe bestie.
Druga słonica powłóczyła nogami i ledwie mogła się poruszać. Powód? Była słonicą “do porodów”. Zapładniana co 4 lata i rodząca słoniątka na “zawołanie”. Jej stawy, miednica i wnętrzności nie wytrzymały tylu ciąż i porodów.
Kolejny przypadek to słoń, który stojąc poruszał się na boki. Był w stanie ruszać trzema nogami, a jedna noga cały czas pozostawała bez ruchu. Jest to efektem życia na łańcuchu. Pomimo, że słoń jest już wolny i nikt go na łańcuchu nie trzyma to jego psychika jest totalnie złamana 🙁

Jest to tylko kilka przykładów słoni, które cierpiały katusze przez ludzi.
Bo wyobraźcie sobie co dzieje się ze starymi słoniami, które są tak schorowane, że “nie nadają” się pracy przy wożeniu turystów 🙁
My koniec końców nie zdecydowaliśmy się na wizytę w sanktuarium. Zbyt wiele cierpienia zwierząt widzieliśmy na codzień w Tajlandii.
Poprosiłam natomiast znajomą, która w marcu 2019 roku wybrała się z wizytą do Elephant Nature Park.

Relacja Natalii z wizyty w Elephant Nature Park w Chiang Mai – Tajlandia

Bardzo długo zastanawiałam się, czy odwiedzić sanktuarium słoni w Chiang Mai. Wydaje się to punktem obowiązkowym, dla wszystkich którzy odwiedzają Tajlandię. Jako że kocham zwierzęta i nie mogę patrzeć na ich cierpienie, postanowiłam zrobić dokładny research i po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii, zdecydowałam się na Elephant Nature Park. Bilety można kupić zarówno przez internet jak i w agencjach turystycznych (koszt ok 2500 bahtów). Naprawdę trzeba zwracać uwagę, żeby był to saddle-off program, niektóre miejsca nazywają się sanktuariami, a w praktyce wcale nimi nie są… Warto zaplanować to z wyprzedzeniem, ponieważ istnieje kilka rodzajów (i miejsc), i wiadomo, że te najciekawsze sprzedają się najszybciej. Mi udało się wziąć udział w projekcie ‘The Elephant Freedom project 1. Było to niesamowite doświadczenie, miałam okazję obserwować kilka słoni i słoniątek i uczestniczyć w ich normalnym dniu.

Przebieg wizyty w sanktuarium Elephant Nature Park

Projekt zaczyna się od przygotowywania jedzenia dla słoni- i tu muszę powiedzieć, że nie jestem fanką takich atrakcji. Trochę to wyglądało tak, jakby bogaci turyści przyjechali miksować jedzenie dla słoni (vitamin bowls). Taka atrakcja, polegająca na obieraniu bananów i ubijaniu ich w wielkich misach z innymi składnikami.

Po karmieniu słoni, wybieracie się na przechadzkę w stronę rzeki i tam słonie mogą (ale nie muszą- to bardzo ważne, żeby nie były do niczego zmuszane) zażyć kąpieli. I znowu, wy możecie polewać je wodą i wtedy są Wam robione zdjęcia. Obserwowałam z czujnością jak traktowane są te majestatyczne zwierzęta i muszę powiedzieć, że naprawdę są tam wolne. Dwa małe słoniątka biegały sobie radośnie, gdzie tylko chciały. Jedno z nich tak się podekscytowało, że zepchnęło na płot jedną z uczestniczek projektu. Na szczęście, skończyło się tylko na kilku małych otarciach. Także, trzeba trochę uważać, szczególnie że małe słoniątka mają w głowie tylko zabawę 🙂

Nie zauważyłam nic niepokojącego, opiekunowie słoni traktowali je bardzo łagodnie i dawali im dużo swobody i wolności. Była nawet sytuacja, że dwa małe słoniątka urwisy weszły do części jadalnianej (tej dla ludzi) i zaczęły przesuwać krzesła/stoły. Nikt nie podniósł głosu, nikt nie uderzył słonia. Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne i polecam to miejsce.

Powyższe zdjęcia z sanktuarium słoni są autorstwa Natalii. Bardzo dziękuję za udostępnienie 😉

Czarna lista „atrakcji” z wykorzystaniem słoni w Azji

Na czarnej liście “atrakcji” z udziałem słoni w Azji Południowo Wschodniej znajduje się Singapurskie Zoo gdzie dwa razy w ciągu dnia odbywają się pokazy z udziałem tych zwierząt.  
Kolejnym popularnym miejscem jest Angkor Wat w Kambodży. Na szczęście od 2020 roku wejdzie w życie prawo zakazujące przejażdżek na słoniach. Nieetyczne przejażdżki na słoniach oferowane są także w Indonezyjskim kompleksie świątyń Borobudur.

Jeśli znacie jakieś miejsca w Azji (i nie tylko) gdzie takie „atrakcje” są oferowane to dajcie proszę znać w komentarzu.

Oprócz „atrakcji” w Azji sprzedawane są także maskotki czy figurki ze słoniami, które mają na grzbiecie zamontowany kosz. To samo dotyczy pocztówek z wizerunkiem słoni malujących obrazy czy przedstawiających przejażdżkę na grzbiecie zwierzęcia podczas zachodu słońca. Przy zakupie pamiątek warto wziąć to pod uwagę. Wybierajmy takie pamiątki, które nie „reklamują” tego brutalnego procederu.

Nasza decyzja ma znaczenie

“Atrakcji” z wykorzystaniem tych zwierząt w Azji Południowo Wschodniej jest wiele. Niestety dopóki my turyści nie zaprzestaniemy korzystania z takich “rozrywek” to się nie skończy. Dla lokalnych ludzi jest to czysty pieniądz i dobrze prosperujący biznes, los zwierząt jest im obojetny. 

Nie dokładajmy do tego cierpienia swojej cegiełki.

Jeśli Ty lub ktoś z Twoich znajomych wybieracie się do Azji (czy w jakikolwiek zakątek świata) to bardzo Was proszę – nie korzystajcie z „atrakcji” z udziałem jakichkolwiek zwierząt. Z pewnością ich cierpienie i podła tresura nie są warte zdjęcia na facebooku czy instagramie.

ZOBACZ TAKŻE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *